niedziela, 31 maja 2009

z miejsca na miejsce





takie ogródki gdzie było dużo nasion do nabycia



chciałem tylko z Wami zaśpiewać...



- a ja myślałem, że ludzie to mają problemy



- tylko nie opowiadaj nikomu...



- i tak butów ci nie oddam




- chwytaj mnie bo odlecę



- nie mam zwyczaju całować w dłonie




zdjęcie w tle to co z innej pani pozostało



-nie gap się tylko graj







nie ma sprawy




nie jest to najwygodniejsze miejsce na odpoczynek...

sobota, 30 maja 2009

I can't decide....

Witam odwiedzających!
Działo się tam i tu.
Na początek, pewien, że już się tego doczekać nie możecie, przedstawię fanvid z naszym dobrym The Doctorem. Muzyka 'Scissor Sisters', utwór I can't decide rzeczywiście wykorzystany w odcinku przedstawiającym kulminację walki The Doctora z Masterem. Master to stary wróg The Doctora. Fragment filmu gdzie grana była muzyka łatwo rozpoznać.



Całości tekstu nie podaję, bo strasznie długie wpisy się robią i trzeba dużo skrolować. Ale fragmencik.

Oh I could throw you in the lake
Or feed you poisoned birthday cake
I wont deny I'm gonna miss you when you're gone
Oh I could bury you alive
But you might crawl out with a knife
And kill me when I'm sleeping
That's why

I can't decide
Whether you should live or die
Oh, you'll probably go to heaven
Please don't hang your head and cry
No wonder why
My heart feels dead inside
It's cold and hard and petrified
Lock the doors and close the blinds
We're going for a ride

:)))

Ponieważ, youtube jest zasobny, to jeszcze wrócimy się o dwóch Doctorów. W głównych rolach znów The Doctor i Master. Niewykorzystana 8 inkarnacja The Doctora. Tylko jeden film, chyba w 1996, próba przywrócenia na ekrany Doctora Who podjęta wespół z jakąś amerykańską wytwórnią.
Jedna z większych porażek. Charakter The Doctora namalowany znakomicie, atmosfera jak najbardziej bliska sercu każdego whoviana, wnętrze TARDIS'a, od (Time and Relative Dimentions in Space) całkowicie nowe - naśladujące gotyckie katedry czy coś takiego. Ale fabuła - totalna porażka. Tak, że dziś bym nawet nie potrafił opowiedzieć o co chodziło. Jak zwykle świat miał się skończyć, ale tak przyczyny jak i zaradzenie nim naciągane. I tak Doctor Who musiał jeszcze prawie 10 lat czekać, nim udało mu się wrócić na ekrany w 2005r. Ale fani czepili się nowego doktora, powstały jedne z lepszych książek opisujących przygody Timlorda, mnóstwo komiksów. Ponadto do dziś ten właśnie Doctor jest eksploatowany w wydawanych przez Big Finish audio dramach.



A co u mnie w sl? No, dalej troszkę się poszwendałem. Zrobiłem parę zdjęć,które może kiedyś pokażę i popracowałem nad swoją kukiełką.
Tu muszę coś wytłumaczyć. Przez te 40 lat, co niewątpliwie zdziwiło by tych co mnie znają :D, w miarę siebie polubiłem i dziwnie się czuję nie za swoją twarzą. My - tzn. ja i ja, sobie w drogę specjalnie nie wchodzimy. Ja już w miarę wiem, czego się mogę po nim spodziewać i staram się go nie stresować popychając do rzeczy, których on nie chce, on stara się nie pakować mnie w nadmierne kłopoty i nie obciążać zbytnio mojego sumienia. Jakieś porozumienie osiągnęliśmy.
Odwiedziłem więc Avatar island, gdzie poddałem obróbce swoje zdjęcie i utworzyłem avatara, który do niczego się nie nadaje, za 2700 L$. Trochę szkoda. Może zdjęcie za kiepskie bo z kamerki internetowej. To było nawet podobne. Ale kolor tak twarzy jak i reszty ciała był ten, jaki ma naszprycowana wodą szynka. I nie był to mój kolor. Wykorzystanie samej skórki twarzy nie wchodziło w rachubę bo się strasznie odcinała od reszty. Paznokcie powyrywane, co może tłumaczyło nieco smutny wyraz twarzy. Niewidoczne brwi, no bo są ledwo widoczne, ale po obróbce pozostały gołe oczodoły! Próbowałem w Gimpie posuwać różnymi suwakami regulującymi kolory, sporo czasu zmarnowałem, ale zamiast suwaka z napisem - skórzany, były tam żółty, zielony i inne nieprzydatne. Tak więc pieniądze uznałem za zmarnowane, avatara wyrzuciłem.
Kupiłem innego skina i niech na razie będzie.
Włosy jedne też udało mi się popsuć. Jak je zakładałem, to w twarzy robiły się dziury i widać było włosy za głową. Nawet ciekawy efekt ale nie potrafiłem się zdecydować. Później okazało się że starczyło włosy przesunąć nieco do tyłu by nie prześwitywały przez głowę. Ale najpierw zgodnie z instrukcją troubleschootingu próbowałem zresetować skrypt zawarty we włosach, co kończyło się komunikatami błędów, aż wreszcie włosy pogubiły tekstury i do dziś nie odnalazły. Przynajmniej ten wariant nad którym pracowałem. Nie był to więc dzień pełen sukcesów.
Na koniec dnia przyjrzałem się sobie krytycznie, stwierdziłem, że wyglądam w miarę fatalnie. Ale może za parę lat polubię.
Całość zilustrujemy znowu fanvidem z Doctorem i jego inkarnacjami, dokonywanymi pod muzykę Dawida Bowie.
Pozdrawiam

poniedziałek, 25 maja 2009

tu i tam


przed podróżą koniecznie trzeba zapalić, nie wiemy przecież, kiedy znów będzie okazja, jak pouczał mnie jeden z moich mentorów "siusiu robimy kiedy jest toaleta a nie kiedy nam się zachce - wtedy zwykle nie ma toalety w okolicy"


a nie mówiłem, w tym hełmie palić nie sposób, co można zrobić z perłą w sl?


taak, usiąść, pamiętacie Bukę z muminków, tyle, że ona siadała na wszystkim co miało ogień, jestem Buka nr 2 i siadam na wszystkim. równouprawnienie


rybka chce buuuzi. mój kolega ma taka, jak się naciśnie przycisk to nawet śpiewa. nie pamiętam co



długo rozmawialiśmy kto kogo zje. konsensus nie został osiągnięty więc rozeszliśmy się.



no i w którą stronę mam iść?


rybki,


w sumie może być



gdzie są rekiny, kiedy są naprawdę potrzebne? turyści! ćmole - pojęcie kupione od znajomego, który nazywał tak wszystkich spotykanych na szlaku, utrudniających kontemplację otoczenia i przyjaźnie machających rączkami, w słowniku nie sprawdzałem definicji, prawda że nie ładnie :)


satysfakcja po podróży



inna plaża, inna woda, brudna ale urocza


tak jakoś tęsknie
nie ja :))
atmosfera


jestem przygotowany na zwiedzanie dna, gdzie znajduję bezcenny artefakt pozostawiony przez minioną cywilizację, co można zrobić z bezcennym artefaktem?


sądzę, że jestem w pełni przewidywalny


właśnie!


coś się wyłania...


taa


taaaaaa



a gdzie żarówka? taaaaaaaaaaaaaaaa


dawno nie siedziałem...

to trochę posiedzę



jw.



postać też można



o tam bym usiadł - ale ćmole, czas wracać




to to ja rozumiem


na koniec trochę muzyki z Doctora Who...
mam Was ;)
żartowałwm

niedziela, 24 maja 2009

bacówka i sl

Odnośnie nadchodzących wyborów

Dowcip z długą
nie,
z dłuuuugą brodą
ale może ktoś jeszcze nie słyszał:

Ekspert UE zawitał w bacówce, widząc wkoło wiele owieczek, zaniepokojony, że może limit przekroczono, szybko na laptopie połączył się z centralą i sprawdził ilość owiec w gospodarstwie. Zmartwiony, że wszystko się zgadza postanowił chociaż owieczkę wyłudzić.
-Baco- zagadał,- a jeśli ja będę taki mądry, że ci powiem ile ty masz tych owieczek, to mi jedną oddasz?
Baca nieświadom technicznych zdobyczy współczesnego świata, pewien, że ekspert nie zliczy dobrze wszystkich owieczek, na propozycję przystał.
Ekspert sprawdził raz dwa i zameldował bacy, że ten ma dokładnie 1234 owieczki. Baca rzucił w stronę nieba kilka nieprzyzwoitych bluzgów i pozwolił ekspertowi zabrać jedną owieczkę. Ekspert wziął pod pachę kudłate i zdziwione zwierze i już miał się żegnać z bacą, gdy teraz ten go zaczepił:
-A jak ja Panu powiem kim Pan jest to mi Pan tą owieczkę odda?
Ekspert, którego na kursach w centrali uczono inteligencji emocjonalnej, pewien, że baca to nawet o europie nie słyszał a co dopiero o jej ekspertach, zgodził się.
-Oki doki – powiedział z uśmiechem.
-Jest Pan ekspertem UE od bacówek.
Zdemaskowany ekspert przez chwilę rozważał czy nie wezwać jakichś sił porządkowych na pomoc, ale troska o dobre imię UE wzięła górę w jego szlachetnym sercu i oddał zwierzę, które z ulgą wywalił długi jęzor.
-Ależ baco, skąd, jak?
-Od razu poznałem jak Pan Azora pod pachę załadował zamiast owieczki.


i dla odmiany jakiś fanvid z The Doctorem, najlepszym - czwartym

Tom Baker Pure Imagination
Wideo wysłane przez captiankay

sobota, 16 maja 2009

majtki częścią koszuli

Ha.
Za pierwszym podejściem się zalogowałem. Pasmo sukcesów. Najpierw udało mi się w końcu zrozumieć że brakującą, dolną częścią mojej koszuli są majtki (odkrycia tego dokonałem na dnie jeziora) i nie muszę już chodzić z pępkiem na wierzchu, a teraz pamiętałem hasło na blog. A już myślałem, że może trzeba trochę mniej palić... Choć, nie każdy wie, że akurat palacze rzadziej chorują na różne choroby neurodegeneracyjne. (I nie dlatego, że nie dożywają odpowiedniego wieku :D)
Poza tym weakend.
Tak. Najfajniej by było:
(wideo wadliwe, zwłaszcza ze piją w nim dzieci ale jedyna pełna wersja jaką na youtubie znalazłem, jeszcze jedna uwaga - niezbyt szanuję obszary kulturowe gdzie za najlepszy dowcip uważa się publiczne ściągnięcie gaci ale Groenemeyera lubię)




Herbert Grönemeyer - Alkohol

Wir haben wieder die Nacht zum Tag gemacht
Ich nehm mein Frühstück abends um acht
Gedanken fliessen zäh wie Kaugummi
Mein Kopf ist schwer wie Blei, mir zittern die Knie

Gelallte Schwüre im rotblauem Licht
Vierzigprozentiges Gleichgewicht
Graue Zellen in weicher Explosion
Sonnenaufgangs- und Untergangsvision

Was ist hier los, was ist passiert
Ich hab bloss meine Nerven massiert

Alkohol ist dein Sanitäter in der Not
Alkohol ist dein Fallschirm und dein Rettungsboot
Alkohol ist das Drahtseil auf dem Du stehst
Alkohol Alkohol Alkohol

Die Nobelscene träumt vom Kokain
und auf dem Schulklo riechts nach Gras
der Apotheker nimmt Valium und Speed
und wenn es dunkel wird, greifen sie zum Glas

Was ist hier los, was ist passiert
Ich hab bloss meine Nerven massiert

Alkohol ist dein Sanitäter in der Not
Alkohol ist dein Fallschirm und dein Rettungsboot
Alkohol ist das Drahtseil auf dem Du stehst
Alkohol ist das Schiff mit dem Du untergehst
Alkohol ist dein Sanitäter in der Not
Alkohol ist dein Fallschirm und dein Rettungsboot
Alkohol ist das Dressing für Deinen Kopfsalat

Alkohol Alkohol Alkohol

Baaaardzo niedoskonałe tłumaczenie, tym bardziej że jakieś rymy wyszły miejscami, ale staranniej nie mam ni czasu ni zacięcia, znalazłem wersję angielską tekstu ale mi się nie podobała.

Znowu z dnia zrobiliśmy noc
śniadanie jem wieczorem
myśli wszak lepkie nijak nie kleją się
w głowie mam ołów, kolana mi drżą

w czerwonym błysku bełkoczę coś
czterdzieści procent i równowaga jest
szare komórki i miękka eksplozja
słońca zachodów i wschodów wizja

co tu się dzieje, o co chodzi ci
- po prostu nerwy masuje mi:

alkohol ten ratownik gdy jest już bardzo źle
alkohol ten spadochron i łódka moja też
alkohol jak rozpięta lina jest
alkohol alkohol

cała scena o kokainie śni
a w toalecie trawę czuć
aptekarz bierze valium i speed
lecz gdy się ściemni to szklanka lśni


co tu się dzieje o co chodzi ci
- po prostu nerwy masuje mi:

-alkohol ten ratownik gdy jest już bardzo źle
alkohol ten spadochron i łódka moja też
alkohol to rozpięta lina jest
alkohol jak ten statek na dół zasysa cię
alkohol to ratownik gdy jest już bardzo źle
alkohol to spadochron i łódką twoją jest
alkohol jest dresingiem na głowę twoją też
alkohol alkohol alkohol

no nie, zdecydowanie beznadziejnie przetłumaczyłem :D :D

Niestety jednak jest parę rzeczy do zrobienia uniemożliwiających tak słodką chwilę zapomnienia :))).

Wracam do problemu koszuli. Siedziałem zamyślony na dnie jakiegoś zbiornika wodnego. Mój awatar odczuwał potrzebę pobycia samemu a ja postanowiłem go nie stresować. A było o czym myśleć. Większość koszul jakie miałem była za krótka. Próbowałem chytrze podejść do problemu i trochę się skurczyć ale zgadnijcie - tak, koszula kurczyła się wraz z moim torsem. W efekcie pępek wciąż miałem na wierzchu. Jak już napisałem - życie awatara to nie bułka z masłem. Znalazłem w szafie jakieś bokserki ale ostateczny wynik z gumką powyżej spodni był co najmniej równie niezadowalający. Siedziałem pod wodą w symulacji, by w razie znalezienia odpowiedniej koszuli móc się do jakiegoś sklepu teleportować. W końcu doczytałem na czymś co oznaczone było jako majtki, że częścią koszuli zatkniętej w spodnie jest i problem się rozwiązał. Gdzieś po tygodniu. Szukajcie a znajdziecie.

Swojego czasu miałem też irytujący problem z dolną częścią płaszcza. Coś się źle układało, więc dawaj, skoro jest edytuj to edytuję. Ostatecznie kupiłem nowy płaszcz, bo zostałem z czymś co przypominało wykorzystaną chusteczkę do nosa. Tutaj naprawdę jest fajnie, momentami znacznie bardziej absurdalnie niż w rl. A ja doceniam absurdy, bo humor mi poprawiają.

Choć to jest trochę tak, jak śmianie się z tygrysa, z którym jest się zamkniętym w klatce, że ma śmieszny ciapek na nosie. Nie zawsze jest to zdrowy sport.

Już nie wspomnę jak zachwyca mnie przelatywanie przez budowle zanim się w pełni zmaterializują. Ponadto coś się poprzestawiało u mojego awatara i to w samej symulacji, a nie lokalnie na kompie. Jak chodzę to słyszę, że latam. No- mam te dźwięki wiatru w uszach miast kroków. Na komputerze w pracy jest tak samo. (nie uśmiechać mi się tu złośliwie, mam nienormowany czas pracy) Więc, to nie konkretna instalka programu. Kiedyś się zbiorę i do suportu napiszę, na razie odpowiedni suwak w dół przesunąłem. Pytałem tubylców czy o czymś takim słyszeli, fora przeszukałem - z grubsza, i opisu podobnego problemu nie znalazłem. Ktoś mi radził abym do naga się rozebrał bo to przedmiot jakiś może być. Nie wiem czy oczekiwał, że od razu spróbuję.

Ledwo problem koszuli rozwiązałem gdy na lokalnym czacie usłyszałem 'Darnok, uratuję cię'. Zerknąłem w górę a tam helikopter lata. I mały tłumik się zebrał. To już awatar chwili spokoju na dnie jeziora nie może mieć? Wyleciałem z wody i zapewniłem, że nie jestem 'damsel in distress'. Zresztą helikopter był zbrojny i nie przypominał używanego w akcjach ratunkowych. Jako fan Doctora Who (co już myśleliście, że nic o tym dziś nie będzie ;))odparłem, że pomocy nie potrzebuję bo mam "respiratory bypass system" pozwalający długo obywać się bez tlenu. No i nie po raz pierwszy okazało się, że opowiadanie sobie dowcipów na prywatny użytek nie jest najlepszym pomysłem, bo generuje nieporozumienia. "To wy tutaj nielegalnymi rzeczami handlujecie?" - potencjalny ratownik chyba zrozumiał, że tam na dnie jeziora jakąś małą kontrabandę ukrywam i jemu coś też chcę sprzedać. Poczułem na sobie liczne spojrzenia i zrobiło mi się niezręcznie. Nie będę przecież tu i teraz 46 lat Doctora Who wykładał. Na szczęście temat został szybko zarzucony 'Uratuję cię, siadaj na skrzydło'. Próbowałem i zostałem poinformowany, że za mało miejsca. W końcu dzielny ratownik odleciał a ja znów zanurkowałem co by w spokoju nad garderobą popracować.

Awatar myślałby, że w świecie, w którym majtki są częścią koszuli, to, że ktoś sobie siedzi na dnie jeziora nie powinno nikogo dziwić. A tu, proszę...

Dzisiaj sobie słuchałem późnego Adama Ant (wcześniejszy jego klip był w moim pierwszym poście). Na tym filmiku jeździ chyba w dużym polskim fiacie.

Adam Ant -Wonderful
Wideo wysłane przez Tunashaker




dla zainteresowanych tekst:

Did I tell you how much I miss
Your sweet kiss?
Did I tell you I didnt cry?
Well I lied
I lie lie lied
Over real over
When I nearly hit the face I loved
So tired of packaging the anger
Always pushing you away

Did I tell you youre wonderful?
I miss you yes I do
Did I tell you that I was wrong?
I was wrong
Cos youre wonderful yeah

Did I tell you how much I miss
Your smile?
Did I tell you I was okay?
Well no way
No way way way

Youre wonderful yeah yeah

Now now now each and every day
I realize the price I have to pay
You youre wonderful
And now for your information
Im walking around like an arm decoration

You youre wonderful
So high I cant get over it
So deep I cant get under it
You
Youre wonderful yeah
Youre wonderful yeah yeah
Youre wonderful yeah yeah
Youre wonderful yeah yeah
Wonderful

Did I tell you youre wonderful?
I miss you yes I do
Did I tell you that I was wrong?
I was wrong
For so long long long

i może wierszyk na może temat

płacz w małej paczce zamknąłem
całkiem zgrabnej – z tasiemką
i schowałem
między uszami, oczami, brodą a potylicą
inaczej mówiąc – we łbie
w starej, zakurzonej komórce
do której drogę rozmyślnie zgubiłem
w natłoku innych spraw

wycieka drań i truje korzenie!
(dendryty ;-) )
(a przecież paczkę dobrałem starannie)
spadają liście – wspomnienia i myśli
butwieją dawne szczęścia i uśmiechy
a ja zmuszony jestem chodzić
po tym, co może było cenne
może – nie pamiętam
a z oczu
gęsty smar zaczął mi kapać

muszę znów znaleźć tę skrytkę....

dziś na koniec nie mam muzyki z Doctora Who, ale jeszcze kiedyś będzie
pozdrawiam serdecznie: Darnok Quar

środa, 13 maja 2009

Przedstawienie w sl

Uff a już myślałem, że nie uda się mi zalogować. Zdecydowanie dużo tych haseł do spamiętania.
Aż zapomniałem o czym to miałem...

A. O przedstawieniu Jacka Hustlera "Winny". Najkrócej tak: podobało mi się. I za jakieś tam nerwy pociągnęło, więc w ramach odreagowania, zdjęcia podpiszę nieco prześmiewczo. Poziom był powyżej amatorski - na pewno.

Najpierw mniej istotne sprawy. Samo otoczenie dobrane bardzo dobrze. Fajny taki teatr na wybrzeżu w deszczowy dzień. No i, że tak powiem na temat.
Zresztą po raz pierwszy w sl zobaczyłem deszcz.
Oprócz samego 'środowiska' sl i morza, niewielka ilość rekwizytów - chyba pożądana gdy rzecz jest o człowieku i nie chcemy od niego odwracać uwagi. Jeden rekwizyt szczególnie dobrze użyty - ale o tym później. Muzyka wkomponowana dobrze - ani razu nie zirytował ucha jakiś dziwaczny przeskok i pasowała do 'akcji'. W kontekście ubóstwa rekwizytów, ograniczone środki cielesnego wyrazu awatara wydawały się być jak najbardziej na miejscu i z wady przepoczwarzały się w zaletę. Chyba by mi przeszkadzała bardziej wyrazista gra ciałem czy twarzą. Taka zminimalizowana mimika na pewno się jakoś fachowo nazywa :)). No i zaleta samego środowiska - to, że można sobie kamerką jeździć i z różnych kątów oglądać. (Mój odbiór był dodatkowo jeszcze zubożony, bo graficznego suwaka nie podniosłem o szczebelek wyżej i oglądałem na najniższych ustawieniach przeglądarki. Tego pewnie do zalet zaliczać nie należy :)). Co widać na zdjęciach. Zwłaszcza woda na tym sporo traciła.)Sama gra aktorska mnie przekonywała, a że raczej sceptykiem jestem, zakładam, że była dobra. Zresztą, jeśli można tak powiedzieć, całe przedstawienie mnie 'przekonywało'.
Sprawa ważniejsza, przedstawienie było o czymś, co dla mnie, mówcie o mnie tradycjonalista :)), jest dosyć istotne. No i wyczuwało się autentyzm. Jak byłem mały, Ojciec po zaznajomieniu się z jakąś tam moją 'tfurczością' pouczał mnie, że jednak fajnie jest jak się ma coś do powiedzenia za nim się chwyta za pióro.I tak zostałem biochemikiem. Jakoś nie wierzę w tekst dobrze znanego Pana, który też kiedyś wystąpił w Doctorze Who, z klipu poniżej - "i skoro nie ma powodu, żeby tam stało, sztuka właśnie polega na tym, że tam stoi". (A co jak fan to fan, dość dobrze znam całe 46 lat historii Doctora Who :D)

Nie wiem jak wielka to była sztuka. Jakbym chciał być bardzo pretensjonalny, to bym dyskutował jak odkrywcze są motywy typu rozbitek życiowy, odpłynięcie w siną dal, czy 'pada na mnie deszcz'.
(nie nie nie, nie powiedziałem tego tylko tak gdybałem) Ale sztuka na pewno. Dobrze skomponowana, przekazująca treści i poruszająca emocje.
No i ten mikrofon na boku do wyśpiewania swojego życia. Jak dla mnie bomba, choć nie jestem pewny czy gdzieś nie było, ale nawet jeśli to i tak super. (w Doktorze Who nie było - to mogę stwierdzić) Co zresztą udzieliło się jakiemuś szkotowi, który też nam chciał coś zaśpiewać, jeśli się nie mylę to bohemian rapsody a potem się dopytywał czy się podobało. Kiedy zniknął, trochę miałem wyrzuty sumienia - nikt mu nie odpowiedział, może też się załamał? Co szkodziło mi powiedzieć - 'było ok' :). Bo chyba jeszcze jedna rzecz się udała w tym przedstawieniu, zrobieniu z nas jego uczestników, w jakiś sposób wydających wyrok. A odpłynięcie to taka trochę emancypacja od nas. Proszę zerknąć na zdjęcia.
Ponieważ było trochę o tonięciu - i symbolicznym i dosłownym, oraz o wzgardzie, skojarzyło mi się nieodparcie z pewnym wierszem
Stephena Crane'a:

Rozwiążcie tę zagadkę:
Godziny ulatują jak srogie jastrzębie,
Ranni w swym własnym domu konają niechętnie,
Wysoka fala słyszy krzyk tonącej ręki,
Kłamliwa wzgarda rani najboleśniej,
Wszystko to jakoś wiąże się tajemnie;
Rozwiążcie tą zagadkę.



Podłamany rozbitek



Wyśpiewam zombiowatym (ze względu na bogactwo mimiki) awatarom swoje życie. Szczególnie okrutny wydaje się kolorowy parasol, kolorami i funkcją kpi z rozbitka











Śpiewanie






















Nie ma tam dla mnie miejsca. Przy mikrofonie już kolejny śpiewak się rozgrzewa.















jak to się mówi - bu











Silencer: - jeśli tu wrócisz to łeb odstrzelę!














Silencer przechytrzony, czy uda się również pokonać zjadające mnie od twarzy krwiożercze wodorosty z marsa?!











Eureka! Niebo słoneczne nade mną, prawo... Nie to nie tak było
(Eureka - gr. nalano mi za gorącą wodę do kąpieli)












jak kto dużo medytuje....











...to za karę lewituje













-je je, co brać, co dać, jak żyć - już wiem, je je












-ale najpierw tą ch..., tzn tych dobrych ludzi za sobą zostawić














dudududu dudududu (muzyka ze szczęk) następny odcinek zatytułowany - "Na ząb, niech dusza wie, że pana ma"












Hej to naczym ja dwa zdjęcia wyżej siedzę?
Nie martw się. Jam skrzynka transcendentalna. Tu stoję ale i na mnie siedzisz. Zawsze do usług. Choć swoją drogą nie ładnie zostawiać mnie z tymi zombi.



Pozdrawiam: (jak widać z posta ciut niechlujny) Darnok Quar


a co tam, na koniec jeszcze trochę muzyki z Doctora Who znalezionej na you tubie